Rozdział 1
-Dziękuje mamusiu,kocham cię- Powiedziałam po skończonej rozmowie z mamą,którą kochałam ponad życie. -Ej,i jak ? Pozwoliła?- Usłyszałam dobrze mi znany głos blondynki. Jest moją najlepszą przyjaciółką od 12 lat,kocham ją jak własną siostre. Chyba dlatego że sama nie mam rodzeństwa. Jestem księżniczką rodziców. -Tak pozwoliła mi zamieszkać w Stradford. Będzie płaciła za mieszkanie i wszystkie rachunki. A twoja mama będzie nam wysyłała co miesiąc 5 tysiów dopóki nie skończymy studiów. Jest fajnie. Ale pamiętaj nie możemy żyć na ich utrzymaniu całe życie,więc zabieraj swój mały tyłek i do nauki. - Odpowiedziałam z lekka irytacją z głosie,bo prawda była taka że tylko ja miałam zamiar skończyć te studia i pójśc do pracy,lilla wcale nie miała takiego zamiaru.Rodzice mogli sobie pozwolić na takie wydatki,moja mama prowadziła własną firmę z moim tatą w Londonie a mama Lill miała własny hotel w Hiszpanii. Jednak nie zachowujemy się jak rozpieszczone suki. Nie chdzimy na zakupy codziennie,może Lill co miesiąc ale wtedy za własne pieniądze które zarabiała dodatkowo w soboty w klubie nocnym.Jest dobrą dziewczyną.
-No dobrze,ej a jak tam twój Justin? Już nawet nic o nim w gazetach nie piszą,- Nawet nie chciała mi odpowiedzieć,typowa Lilla. - Jest,był i będziemoim idolem.- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - No ale te plakaty mogłabyś zdjąć,ale w klubie wczoraj widziałam jego ze swoją dziewczynę,kłócili się o jakąś fankę która do niego podbiegła. Ale była akcja.- Jedna samotna łza zleciała mi szybko po policzku. Nie mogłam wytrzymać na samą myśl o tym że jego związek może się rozlecieć przez belieberka,która go kocha ponad życie. Ubrałam szybko klapki i wyleciałam z mieszkania wynajmowanego przeze mnie i Lill. Były wakacje i 28 stopni. Fajnie. Choć była 22 w nocy. Nie bałam się,Stratford to bezpieczne miasto. Ze łzami w oczach pobiegłam do miejsca gdzie wszystko się zaczeło,na schody przy Avon Theater. Na ulicach już nikogo nie było,tylko ja i owady. Usiadłam na schodach i zaczełam panicznie płakać.Chciałam zabić wszystkich w tej chwili. -Justin czemu nas zostawiłeś? No powiedz kurwa czemu?- Powiedziałam to normalnym tonem,ale szybko tego pożałowałam gdy nie mogłam załapać powietrza. -Uśmiechnij się proszę.- Powiedział jakoś głos,trochę podobny do czyjegoś alego nie rozpoznałam,nie chciałam nawet widzieć kto to jest,nie obrzodziło mnie to. -Spierdalaj!- Krzyknełam slabo bardziej do siebie niż do tajemniczej osoby. -A usmiechniesz się dla Justina Biebera?- Bardzo się zdziwiłam,ale napewno to jest jakiś żart. Postanowiłam odpowiecieć.-Dla Justina Biebera? Huh,jesteś następnym żałosnym hejterem który będzie obrażał mnie i mojego idola? - Zapadła chwila ciszy ale ten ktoś postanowił ją przerwać. -Jesteś belieber?- Zapytał się smutno lecz bylo można dostrzec w głosie troszeczkę szczęścia. - Byłam,jestem i będe.- Odpowiedziałam nadal nie wiedząc z kim rozmawia i trzymając swoją głowę w dłoniach które zpoczywały na moich kolanach.-5 lat…Ale czy to ma znaczenie?! I tak już żadna belieber nie liczy się dla Justina,2 miesiące temu gdy go spotkałam…poprostu mnie zignorował,i w pewnym sensie obraził,ale je go nigdy nie zostawie. Będe belieber do końca moich dni. Kocham go ponad życię.- Zapadła cisza,niezręczna cisza…Ale tejemniczy mężczyzna postanowił ja przerwać. - Przepraszam,naprawdę przepraszam.-Nie wiedziałam o czym on mówi więc postanowiłam zobaczyć z kim tak naprawdę rozmawiam. -Huh..?- Gdy podniosłam głowę doznałam szoku. -J-Justin? - Myślałam że śnię. Od razu pożałowałam tego co powiedziałam wcześniej. Bylo mi wstyd,mogłam najpierw zobaczyć z kim rozmawiam. Postać która klęczałam przedemną podniosła się i sporzała szczerzew oczy. -Przepraszam że was zostawiłem,przepraszam i żałuję tego co powiedziałem w kawiarence. Naprawdę przepraszam.- Pojedyncze łzy zleciały po jego policzkach. Coś mnie ukuło w sercu. Chciałam żeby był szcześliwy a tak naprawdę przeze mnie mój idol teraz płacze na moich oczach. -To ja powinnam przeprosić.- Wytarłam moją dłonią łzy które zlatywały po woli po jego czerwonych policzkach.
-Jak masz na imię?- Zapytał się ignorując moje przeprosiny.- Cindy.- Powiedziałam ze zdziwieniem czemu chce znać moje imię. -Miło mi,Justin jestem.- Podał mi swoją dłoń,oczywiście odwzajemniłam ten gest. Usmiech powoli przyklejał się donaszych twarzy. -Wiem.- Po mojej odpowiedzi zaczeliśmy się śmiać. Gdy się już uspokoiłam zauważyłam że się we mnie wpatruje.
Pierwszy rozdział za nami mamy nadzieje że podoba wam sie nasze fanfiction
Do następnego
@dajmonds2000
@beliebe62037327